WYGRAŁAM
Kochani, dużo Wam teraz opowiem, aczkolwiek chcę zaznaczyć, że dodam jeszcze kilka tematycznych wpisów, które sobie zaplanowałam. Także to jeszcze nie koniec 😉
No tak...ostatni wpis 4 miesiące temu, dlaczego? Bo ciężko pracowałam, żeby wykończyć tę chorobę. Nie miałam też ochoty pisać tutaj co chwilę jak mi to idzie. Wolałam zrobić to teraz, kiedy wiem, że WYGRAŁAM.
A dziś? Dziś chcę oddychać.
Zacznę po kolei, od maja - od matur. Może Was to zaskoczyć, tak samo jak zaskoczyło mnie, ale kompletnie nie stresowałam się przed, w czasie i po maturach. Wiecie dlaczego? Bo nauczyłam się kontrolować swój stres. Nie w stu procentach, ale bardzo mocno. Po egzaminach nie wiedziałam kompletnie na jakie wyniki się nastawiać. Miałam totalnie mieszane uczucia, aż w końcu stwierdziłam: "o nie, przede mną najdłuższe wakacje w życiu, chcesz je zmarnować czy wykorzystać?" Przemyślałam sprawę. Zaczęłam mocno pracować nad swoją psychiką, głównie starałam się nauczyć myśleć dobrze nawet w tych gorszych i trudniejszych sytuacjach. Życie mi oczywiście pomogło, no bo jak mogłoby być inaczej? Dziesiątki sytuacji, w których byłam wystawiana na próbę. Czasami zaliczałam wyzwanie, a czasami zdarzyło się oblać. Prosta sprawa. Trzeba ćwiczyć. Miałam kilka cięzkich emocjonalnie sytuacji losowych związanych z moimi bliskimi i nie tylko, że owszem, często chciałam porzucić moją waleczną postawę i zaszyć się w sobie, ale tak daleko, tak daleko już zaszłam, tak wiele, tak wiele udało mi się przejść. NIE MOGĘ, PO PROSTU NIE MOGĘ POZWOLIĆ SOBIE PRZESTAĆ. Wiecie jakby się to skończyło. Bardzo mnie to jednak umocniło i czuję się o wiele silniejsza psychicznie, naprawdę. Gdybyście mogli poczuć tę różnicę siły jaką czuję w tym momencie...Bo słowami tego nie da się opisać.
Wszystko zaczęło mi się cudownie układać. DOSTAŁAM SIĘ na swoje wymarzone studia na Uniwersytet SWPS w Warszawie na psychologię kliniczną i zdrowia! Iiiiiii zostało 26 dni do pierwszych zajęć!! Zdałam prawko! Aż zaczęłam sobie ostatnio myśleć, że coś mnie te życie ostatnio za bardzo rozpieszcza, czy to jakaś cisza przed burzą? Csiiiii po każdej burzy w końcu wychodzi słońce!!
Skończyłam 11-miesieczną terapię. Dała mi chyba najwięcej z tych wszystkich 'pomocy' . Okropnie żal było mi ją kończyć, ale coś się kończy, a coś zaczyna, prawda? Jestem dozgonnie wdzięczna mojej Pani psycholog za wszystko, dzięki niej, dzięki sobie samej, dzięki Wam, dzięki Bogu dziś WIDZĘ, MÓWIĘ I CZUJĘ INACZEJ...
ZACZĘŁAM POWOLUTKU SCHODZIĆ JUŻ Z LEKÓW. Udało mi się już zejść 75 mg niżej i tak się cieszę... Jednak za dwa tygodnie zaczynam schodzić już stopniowo do zera. Na pewno trochę to potrwa, ale tu potrzebna jest cierpliwość i silna wola. Boję się, nie ukrywam, że nie. Przecież nie wiem czy to nie będzie dla mnie zbyt duży skok... Czasem jak zapomnę dziennej dawki to od razu mam pogorszony humor. Boję się, że mój organizm i moja psychika nie do końca się z tym zsymchronizują, tak abym czuła się dobrze, albo chociaż normalnie. Nikt mi tego nie zagwarantuje, ale prędzej czy później będę musiała to zrobić. Nie wiem czy powinnam zaczynać to w momencie rozpoczęcia studiów, ale co to teraz zmieni. Czas pokaże...
Nie myślcie jednak, że skoro uważam i mówię głośno już, że wygrałam z depresją, to znaczy, że nie mam 'leniwych dni' kiedy nie chcę, bądź nie mam siły wstać z łóżka, jakiś czas temu tak miałam, choć tu na pewno swój wpływ miała też ta zmienna pogoda. To nie pomaga. Oczywiście, mam gorsze dni, ale to wszystko. Nie mam już poczucia winy, które miewałam kiedyś, przede wszystkim teraz to ja wyciągam wszystkich z domów a nie oni mnie, nie muszą. Sama jestem bardzo chętna na większość spotkań czy wyjazdów. Nie wyobrażacie sobie jak bardzo teraz widać po mnie, że jestem zdrową Julką, tą samą co kiedyś, jednak z większym, szerszym i głębszym bagażem doświadczeń jaki dała mi ta choroba. Możecie się tu śmiać, pozwalam haha, ale zaczęłam znowu jeść tak jak powinnam, nie głodzę się, nie zapominam tylko jem. Szczerze? Mam gdzieś gdzie mi to pójdzie, niech idzie gdzie chce! Odbijam za 2 lata!
PO PROSTU WIERZĘ MOCNO W TO, ŻE TO JA WYGRAŁAM!
No tak...ostatni wpis 4 miesiące temu, dlaczego? Bo ciężko pracowałam, żeby wykończyć tę chorobę. Nie miałam też ochoty pisać tutaj co chwilę jak mi to idzie. Wolałam zrobić to teraz, kiedy wiem, że WYGRAŁAM.
A dziś? Dziś chcę oddychać.
Zacznę po kolei, od maja - od matur. Może Was to zaskoczyć, tak samo jak zaskoczyło mnie, ale kompletnie nie stresowałam się przed, w czasie i po maturach. Wiecie dlaczego? Bo nauczyłam się kontrolować swój stres. Nie w stu procentach, ale bardzo mocno. Po egzaminach nie wiedziałam kompletnie na jakie wyniki się nastawiać. Miałam totalnie mieszane uczucia, aż w końcu stwierdziłam: "o nie, przede mną najdłuższe wakacje w życiu, chcesz je zmarnować czy wykorzystać?" Przemyślałam sprawę. Zaczęłam mocno pracować nad swoją psychiką, głównie starałam się nauczyć myśleć dobrze nawet w tych gorszych i trudniejszych sytuacjach. Życie mi oczywiście pomogło, no bo jak mogłoby być inaczej? Dziesiątki sytuacji, w których byłam wystawiana na próbę. Czasami zaliczałam wyzwanie, a czasami zdarzyło się oblać. Prosta sprawa. Trzeba ćwiczyć. Miałam kilka cięzkich emocjonalnie sytuacji losowych związanych z moimi bliskimi i nie tylko, że owszem, często chciałam porzucić moją waleczną postawę i zaszyć się w sobie, ale tak daleko, tak daleko już zaszłam, tak wiele, tak wiele udało mi się przejść. NIE MOGĘ, PO PROSTU NIE MOGĘ POZWOLIĆ SOBIE PRZESTAĆ. Wiecie jakby się to skończyło. Bardzo mnie to jednak umocniło i czuję się o wiele silniejsza psychicznie, naprawdę. Gdybyście mogli poczuć tę różnicę siły jaką czuję w tym momencie...Bo słowami tego nie da się opisać.
Wszystko zaczęło mi się cudownie układać. DOSTAŁAM SIĘ na swoje wymarzone studia na Uniwersytet SWPS w Warszawie na psychologię kliniczną i zdrowia! Iiiiiii zostało 26 dni do pierwszych zajęć!! Zdałam prawko! Aż zaczęłam sobie ostatnio myśleć, że coś mnie te życie ostatnio za bardzo rozpieszcza, czy to jakaś cisza przed burzą? Csiiiii po każdej burzy w końcu wychodzi słońce!!
Skończyłam 11-miesieczną terapię. Dała mi chyba najwięcej z tych wszystkich 'pomocy' . Okropnie żal było mi ją kończyć, ale coś się kończy, a coś zaczyna, prawda? Jestem dozgonnie wdzięczna mojej Pani psycholog za wszystko, dzięki niej, dzięki sobie samej, dzięki Wam, dzięki Bogu dziś WIDZĘ, MÓWIĘ I CZUJĘ INACZEJ...
ZACZĘŁAM POWOLUTKU SCHODZIĆ JUŻ Z LEKÓW. Udało mi się już zejść 75 mg niżej i tak się cieszę... Jednak za dwa tygodnie zaczynam schodzić już stopniowo do zera. Na pewno trochę to potrwa, ale tu potrzebna jest cierpliwość i silna wola. Boję się, nie ukrywam, że nie. Przecież nie wiem czy to nie będzie dla mnie zbyt duży skok... Czasem jak zapomnę dziennej dawki to od razu mam pogorszony humor. Boję się, że mój organizm i moja psychika nie do końca się z tym zsymchronizują, tak abym czuła się dobrze, albo chociaż normalnie. Nikt mi tego nie zagwarantuje, ale prędzej czy później będę musiała to zrobić. Nie wiem czy powinnam zaczynać to w momencie rozpoczęcia studiów, ale co to teraz zmieni. Czas pokaże...
Nie myślcie jednak, że skoro uważam i mówię głośno już, że wygrałam z depresją, to znaczy, że nie mam 'leniwych dni' kiedy nie chcę, bądź nie mam siły wstać z łóżka, jakiś czas temu tak miałam, choć tu na pewno swój wpływ miała też ta zmienna pogoda. To nie pomaga. Oczywiście, mam gorsze dni, ale to wszystko. Nie mam już poczucia winy, które miewałam kiedyś, przede wszystkim teraz to ja wyciągam wszystkich z domów a nie oni mnie, nie muszą. Sama jestem bardzo chętna na większość spotkań czy wyjazdów. Nie wyobrażacie sobie jak bardzo teraz widać po mnie, że jestem zdrową Julką, tą samą co kiedyś, jednak z większym, szerszym i głębszym bagażem doświadczeń jaki dała mi ta choroba. Możecie się tu śmiać, pozwalam haha, ale zaczęłam znowu jeść tak jak powinnam, nie głodzę się, nie zapominam tylko jem. Szczerze? Mam gdzieś gdzie mi to pójdzie, niech idzie gdzie chce! Odbijam za 2 lata!
PO PROSTU WIERZĘ MOCNO W TO, ŻE TO JA WYGRAŁAM!
Komentarze
Prześlij komentarz