Rok do przodu
Hej Kotusie!
Odzywam się do Was, dokładnie (no prawie) rok później od ostatniego wpisu, w którym poinformowałam Was, że ze mną już o wiele lepiej. Tutaj opowiem jak się czuję dziś 😇
A więc to już rok...
Kiedyś nie uwierzyłabym, że tak będzie wyglądało moje obecne życie. Zmieniło się WSZYSTKO. A najbardziej zmieniłam się JA... Ten rok pokazał mi, jak bardzo jestem silna.
A dziś?
Czuję spokój. Czuję ulgę, że to wszystko co było moim ciężarem, w końcu odeszło. Znów robię to, czym zajmowałam się zanim dopadło mnie to cholerstwo. Nie towarzyszy mi przy tym poczucie winy. Znowu jestem jak wszyscy. Nadal jestem wrażliwą dziewczyną, lecz nie traktuję już tego jak wady. Dzięki tej wrażliwości, rozumiem innych trochę bardziej. Przede wszystkim rozumiem siebie, a to dla mnie najważniejsze. Mam przy sobie przyjaciół, którzy przetrwali to razem ze mną. Dużo im zawdzięczam.
W październiku ubiegłego roku, wyjechałam ze swojego miasta rodzinnego. Przeprowadziłam się i zaczęłam pracę w zupełnie nowym dla mnie mieście. Bałam się, oczywiście! Bo co jeśli sobie nie poradzę? Jeśli to będzie za dużo? Bywały dni, kiedy miałam dosyć, tęskniłam za rodziną bo nie widziałam ich miesiąc czasu... tutaj możecie pomyśleć sobie: "Oj przesadza, ludzie nie widują swoich rodzin miesiącami, a nawet latami..." . to prawda, tak jest, ale czy wiecie co takie osoby muszą czuć? Mi było podwójnie ciężko, bo to były pierwsze miesiące dobrego samopoczucia po długiej walce. To były pierwsze miesiące, kiedy żegnałam depresję. Bywało nawet tak, że płakałam po powrocie z pracy, że chcę do mamy czy taty... to było trudne. Zaczął się rok akademicki, a ja co weekend jeździłam do Warszawy. Dużo swojego czasu poświęciłam pracy, studiom. Myślę, że to była moja ucieczka od zbędnego myślenia. Tak mijały kolejne miesiące. Ogólnie od połowy listopada oswoiłam się z Białymstokiem i czułam się już pewniej, co było wtedy widać po moim nastroju. Uczyłam się wtedy żyć od początku. Po jakimś czasie plany pokrzyżował Coviś. uczelnie zamknięte, więc moi współlokatorzy wrócili do domów, a ja z powodu pracy zostałam. Zaczął się koszmar. Byłam kompletnie sama w innym mieście niż wszyscy moi bliscy, a był wtedy czas, kiedy nawet na spacer po lesie był zakaz. Każdego dnia po skończonej pracy wracałam do mieszkania i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Netflix, Youtube, Facebook i tak w kółko. Wpadłam w błędne koło, przez które miałam coś w stylu jednorazowego epizodu. Przeszłam chwilowe załamanie. w tamtym momencie poczułam się samotna. To mnie dobiło. Zaczęłam tęsknić jeszcze bardziej i doszło do takiego stanu, że pod koniec kwietnia zrezygnowałam z pracy, którą tak kochałam. Przeprowadziłam się do domu rodzinnego i jestem tu do dziś. W lipcu skończyłam terapię farmakologiczną!!!! Mogę powiedzieć "Jestem czysta, nic nie biorę" 😂 Wszystko zaczęło się pięknie układać, jestem w dobrej formie psychicznej, mam pracę, wróciłam do muzyki, dużo czasu spędzam na łonie natury. Nauczyłam się doceniać to co mam... I wiecie co? TERAZ JEST MÓJ CZAS 💗
Kisses!
Komentarze
Prześlij komentarz